CZEGO NAUKA ZDALNA MOŻE SIĘ NAUCZYĆ OD EDUKACJI DOMOWEJ?

Edukacja zdalna trwa. Nie wiadomo, jak długo jeszcze. Dla wielu z nas to sytuacja trudna, choć pewnie niektórzy już trochę się do niej przyzwyczaili, być może widzą też jakieś pozytywne jej aspekty. Inni marzą o tym, żeby jak najszybciej się skończyła. Tak, czy inaczej, póki co, wszyscy musimy się z nią mierzyć. Jak dobrze wykorzystać ten czas? Na co zwrócić uwagę? Poprosiłam dziś o rady, (czy może raczej refleksje) pięć mam, które na co dzień uczą swoje dzieci w domu.

Są to mamy, które od kilu lat prowadzą edukację domową. Mają duże doświadczenie i, jak sądzę, trochę inne, powiedziałabym, że szersze spojrzenie na edukację. Dlatego myślę, że my wszyscy dziś możemy się od nich wiele nauczyć. Chcę tu zaznaczyć, że oczywiście edukacja domowa i edukacja zdalna to dwie zupełnie różne rzeczywistości (co zresztą wybrzmi w wypowiedziach moich dzisiejszych gości).

W edukacji domowej nauka odbywa się w relacji rodzica z dzieckiem i w tę relację i naukę nikt ani nic nie ingeruje. W edukacji zdalnej (która mimo wszystko jest edukacją szkolną) siła ciężkości przenosi się na relację ucznia z nauczycielem. Rodzic tu pozostaje trochę z boku. A jednak to nadal my jesteśmy rodzicami i to na nas spoczywa odpowiedzialność również za naukę naszych dzieci. Szkoła nie załatwi za nas wszystkiego.

I właśnie sytuacja przeniesienia się z nauką do domu jest świetną okazją do tego, aby się tej edukacji bliżej przyjrzeć. Moim zdaniem warto potraktować ten czas jako okazję do refleksji nad edukacją w ogóle, do pochylenia się nad tym, czego i jak uczą się nasze dzieci, do przypatrzenia się ich podejściu do nauki, ich mocnym i słabym stronom, temu z czym mają problem, a z czym radzą sobie świetnie.

Dlatego poprosiłam pięć mam z edukacji domowej, o krótką wypowiedź na temat tego, co według nich jest w edukacji ważne, na co postawić podczas nauki zdalnej. Uważam, że w swoich wypowiedziach poruszyły wiele bardzo istotnych aspektów. I to ważnych nie tylko podczas nauki zdalnej, ale też w całym procesie edukacji. Mam nadzieję, że te ich wypowiedzi przyczynią się do głębszej refleksji nad sensem, celem i jakością nauki, dadzą nam trochę inne spojrzenie i szerszą perspektywę. Oddaję im głos:

Kornelia Orwat

@korneliaorwat.pl – mama trójki, dziesiąty rok w edukacji domowej, prowadzi blog korneliaorwat.pl, autorka e-booków i warsztatów wspierających mamy w edukacji domowej:

„Jeśli miałabym dać jedną radę rodzicom dzieci w nauczaniu zdalnym, którzy stoją przed perspektywą długoterminowego nauczania zdalnego, to bez wątpienia byłoby to „przejdźcie na edukację domową”. Bo edukacja domowa daje więcej wolności i swobody niż nauka zdalna. Sami decydujemy, w jakiej kolejności, jak i kiedy opanujemy materiał przewidziany na dany rok szkolny i nie zabiera to wcale tak dużo czasu, jak się wydaje. W edukacji domowej niewątpliwa trudność polega na tym, że dzieci muszą być samodzielne, nikt im wiedzy na tacy nie podaje (zadaje), ale ta samodzielność jest ogromną wartością, kompetencją, która z pewnością zaprocentuje w dorosłym życiu.

Jednak zdaję sobie sprawę, że rada o przejściu na ED jest mało uniwersalna. To na pewno nie jest rozwiązanie dla wszystkich, ale myślę, że w przypadku długotrwałej nauki zdalnej, lepszą opcją jest ED. Tymczasem rada bardziej uniwersalna (chyba nie tylko na czas nauki zdalnej): Rodzice, dopilnujcie, zadbajcie o to, żeby wasze dzieci miały czas wolny, czas do swojej dowolnej dyspozycji. Czas, który byłby odskocznią od nauki, ale – nie czasem spędzonym znów przed ekranem komputera czy smartfona! Innymi słowy: rodzice, pozwólcie się swoim dzieciom kreatywnie ponudzić. Bez ekranów!

Anna Marszałek

@aniamarszalkowa, mama czwórki dzieci, które nigdy nie chodziły do szkoły, redaktorka Magazynu Kreda, współtwórczyni podcastu „Więcej niż edukacja”:

“Trudno mi jest wybrać jedną rzecz, jaką mogłabym powiedzieć rodzicom, których dzieci mają teraz naukę zdalną. Ale myślę sobie, że dobrze byłoby zacząć od zastanowienia się nie „jak” to wszystko zorganizować, ale „po co”. Czyli na chwilę cofnąć się o krok. Może się to wydawać początkowo stratą czasu, bo rozumiem, że ta sytuacja, że niektórzy np. i pracują z domu i mają dzieci w edukacji zdalnej, jest na tyle trudna, że najłatwiej byłoby szukać konkretnych rozwiązań, jak do tego podejść, takich złotych rad. Tylko że nie ma takiej jednej złotej rady, którą uda się zastosować w każdej rodzinie.

Więc ja proponuję cofnąć się o krok i zadać sobie to pytanie „po co”. Też dlatego, żeby ten czas, który teraz mamy, wykorzystać jako szansę rozwoju dla nas, dla naszych dzieci, dla naszej rodziny. I zadać sobie pytania: Po co ta edukacja? Czego my chcemy nasze dzieci nauczyć? Czy na przykład to, żeby dziecko miało dobre oceny ze wszystkich przedmiotów jest ważne? Co my chcemy naszym dzieciom przekazać? Czy to jest tylko to, co w podstawie programowej? Naprawdę warto sobie na te pytania odpowiedzieć. Również po to, żeby może zrzucić z siebie część tego ciężaru, że jeśli dzieci nie opanują tego wszystkiego, co jest w podstawie, to świat się zawali. Kiedy odpowiemy sobie na pytanie „po co”, to może to zupełnie zmienić naszą perspektywę i podejście do nauki (naszą i dzieci) i paradoksalnie pomóc w bardziej efektywnej edukacji.

A jeśli chodzi o to, jak można uczyć się, to na pewno to, na co mamy wpływ, to jest atmosfera, którą tworzymy. Nasze mózgi działają tak, że są w stanie się uczyć, kiedy jesteśmy w poczuciu bezpieczeństwa i dobrostanu. Kiedy jesteśmy zagrożeni, wylęknieni, to po prostu tej wiedzy nie przyswajamy. Więc my jako rodzice możemy tworzyć jak najlepszą, przyjazną atmosferę dla naszych dzieci. I to zarówno może przejawiać się poprzez budowanie relacji i tworzenie ciepłej, domowej atmosfery, jak i przez takie drobne rzeczy jak zapalenie świeczki, zaparzenie pysznej herbaty dla dziecka, stworzenie przytulnego kąta do nauki. No i przede wszystkim chciałabym podkreślić, że w edukacji najważniejsza jest miłość i relacja. Moglibyśmy wykorzystać ten czas na narzekanie, że jest trudno (bo oczywiście jest trudno), ale możemy też wykorzystać go jako pewną szansę i dać naszym dzieciom maksymalnie dużo wsparcia, miłości i czasu na budowanie dobrych relacji.”

Agnieszka Sieńkowska

@makowepole_, mama czwórki dzieci, od sześciu lat w edukacji domowej:

„Moja najstarsza córka po latach w edukacji domowej poszła w zeszłym roku do szkoły. Po kilku miesiącach wróciła z nauką do domu, ale już na nauczanie zdalne, które miało, zwłaszcza na początku, bardzo niewiele wspólnego z edukacją domową, jaką praktykowaliśmy. Wierzę, że to ogromne obciążenie dla rodziców, którzy z dnia na dzień zostali obarczeni mnóstwem obowiązków, do tego z całym pakietem konkretnych oczekiwań i wytycznych co do sposobów ich wypełnienia. Bardzo staram się pamiętać, że oto teraz toczy się nasze życie, że nie możemy traktować izolacji, zdalnej edukacji jako jakiegoś czasu, który po prostu trzeba przeczekać. I życie, relacje, bycie razem w rodzinie są dla nas priorytetem, stawiamy je przed kolejnymi zadaniami do zrobienia, które napływają ze szkoły, przed ocenami.

Mam jeszcze taką myśl, może trochę ekstremalną, ale pozwala mi ona ustawić różne sprawy na właściwych miejscach: zadaję sobie pytanie „A jakby tak już miało zostać? Jakby tak miała wyglądać edukacja dzieci już zawsze, to o co my się musimy w rodzinie zatroszczyć, żeby dzieci rozwijały się zdrowo, harmonijnie, szczęśliwie? I czego w takiej sytuacji one się powinny nauczyć w pierwszej kolejności? ” Mnie wtedy wychodzi, że w szerszej perspektywie ważna jest samodzielność, poczucie odpowiedzialności za swoją edukację, umiejętności komunikacyjne, poznanie siebie, swoich potrzeb i strategii dbania o nie, umiejętność odpoczywania, wyłączania się z trybu online. I jak to wiem, to sobie sprawdzam, czy to, co moje dziecko ma zadane do zrobienia przez nauczycieli ze szkoły wspiera te ważne aspekty, czy raczej im przeszkadza. Edukacja domowa nauczyła nas patrzeć na wszystko z  uwzględnieniem długofalowych skutków obecnych działań i to się nam teraz bardzo przydaje.”

Maria Bailey

@mama.mnie.uczy, od sześciu lat prowadzi edukację domową swoich dzieci:

Jako mama dzieci w edukacji domowej myślę, że edukacja zdalna to zupełnie inna forma nauki. Jednak odbywa się w domu, najczęściej blisko rodzica lub rodziców. Warto z tego skorzystać! Proponuję zadbać o powolne poranki, wspólne posiłki, ale szczególnie zachęcam do tego, by znaleźć czas na wspólne głośne czytanie. Niech to będzie jedna książka przeczytana na przestrzeni tygodni w wolnych chwilach. Jestem przekonana, że stanie się ona przyczynkiem do wspólnych zabaw dzieci, rozmów przy rodzinnym stole i rodzinnej edukacji.

Honorata

@stare_kozy, mama trójki dzieci, od września rozpoczęła edukację domową:

Myślę, że najważniejsza jest szersza perspektywa, skupienie się na tym, co dla mnie naprawdę ważne w wychowaniu dziecka. Jeśli moim celem jest, żeby było lekarzem/kosmonautą/baletnicą, to może trzeba użyć wszystkich możliwych środków, żeby się nauczyło tego, co trzeba. Ale jeśli najważniejsze jest dla mnie zbudowanie z dzieckiem dobrej relacji, żeby za te kilkanaście lat móc wypić z nim herbatę i pomyśleć „ale fajny człowiek”, to wtedy aktualne zachowanie dziecka przestaje mieć takie duże znaczenie, ważniejsze jest to, jak my na to zareagujemy i czy nasza reakcja nie zrywa relacji z dzieckiem… Takie idee rodzicielstwa bliskości i pozytywnej dyscypliny:)

Druga sprawa. Kiedy dziecko przychodzi po pomoc w lekcjach, nie denerwujmy się, że ono czegoś nie wie, czy nie rozumie. To prawdopodobnie nie jego wina. Może nikt mu tego nie wytłumaczył tak, żeby zrozumiał, a może ta wiedza nie wydaje mu się potrzebna. W edukacji domowej jest inaczej, bo jesteś z dzieckiem cały czas, przynajmniej na początku i wiesz co umie a czego nie, ale jak dziecko chodzi do szkoły, to już niekoniecznie wiemy, czego od niego oczekiwać. Trzecia rzecz – odpuść. I tak nie ogarniesz wszystkiego i świat się od tego nie zawali. Naprawdę. I moja ostatnia rada. Jeśli ktoś ma taką możliwość i lubi uczyć, to niech przechodzi na edukację domową:) Bo nie wiadomo, ile jeszcze ta pandemia potrwa.

Tyle mówią mamy z edukacji domowej. Bardzo, bardzo dziękuję Wam za te wypowiedzi, dziewczyny!

Dla mnie Wasze słowa to mnóstwo inspiracji i tematów do przemyśleń. To, czego przede wszystkim się od Was nauczyłam, to właśnie to szersze spojrzenie, to cofnięcie się o krok po to, żeby lepiej zobaczyć całość, zastanowienie się nad celem, czy raczej celami edukacji. Czyli to, nad czym być może wielu z nas nie zastanawia się w szkolnej codzienności. A myślę, że obecna sytuacja (jakkolwiek trudna) to taka szansa, której dobrze byłoby nie zmarnować.

Jeśli natomiast ktoś potrzebuje więcej rad na temat tego, jak organizacyjnie poradzić sobie w obecnej sytuacji, to polecam e-booka wydanego przez Magazyn Kreda – Jak łączyć pracę i edukację w domu? Znajdziecie tam sprawdzone sposoby organizacji życia rodzinnego i pracy na bazie doświadczeń osób z edukacji domowej.

I koniecznie dajcie znać w komentarzach, co z dzisiejszego wpisu bierzecie dla siebie;)

INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

EDUKACJA ZDALNA. JAK TO OGARNĄĆ?

W PUŁAPCE SZKOLNYCH OCEN

PSYCHOLOGICZNE WARUNKI EFEKTYWNEGO UCZENIA SIĘ