CO Z TĄ SZKOŁĄ? PROBLEMY Z SYSTEMEM EDUKACJI

Pamiętam, jak prawie 12 lat temu, świeżo po studiach, z wielkim entuzjazmem rozpoczęłam pracę w szkole. Naprawdę ją lubiłam i pod niektórymi względami miło wspominam do dziś. Miałam tam jednak okazję poznać również problemy edukacji w Polsce. Niestety pozostawia ona wiele do życzenia, nie przystaje do warunków XXI wieku i wymaga gruntownej reformy. Co najbardziej mi się w tym systemie nie podoba i czy my, jako rodzice, możemy coś z tym zrobić?

Pruski system edukacji

Żeby dobrze zrozumieć, na czym polega problem z systemem edukacji, warto sięgnąć do jego historii. Szkoła jako instytucja powstała w Prusach, na początku XIX w. (a więc dwieście lat temu!). Celem jej powstania było wzmocnienie władzy króla Fryderyka Wilhelma, który aby umocnić swoje rządy, potrzebował rzeszy ludzi posłusznych, karnych i bezwzględnie mu podporządkowanych.

Szkoła miała uczyć czytać, pisać i rachować oraz zapewniać podstawową wiedzę o świecie dzieciom robotników i chłopów (arystokracja i klasa średnia nie posyłały dzieci do szkół, uczyły się one w domach). Ustalono, że szkoła będzie pracować w oparciu o podstawę programową i kanon lektur, aby wszyscy uczyli się tego samego. Z czasem pomysł na taką edukację spodobał się władzom w większości państw europejskich i został przez nie przejęty. Tak pozostało do dziś.

Oczywiście, ten pruski system edukacji ulegał na przestrzeni lat reformom i przeobrażeniom, w swoich podstawowych założeniach pozostał jednak niezmieniony, i te założenia przejmowane są przez kolejne pokolenia bezrefleksyjnie. Tylko czy my, ludzie XXI wieku potrzebujemy takiej edukacji? Czy chcemy wykształcić u naszych dzieci te same „kompetencje”? No niekoniecznie! Przyjrzyjmy się zatem głównym problemom współczesnej polskiej edukacji?

Główne problemy polskiej edukacji

1. Oceny

Szkoła ocenami stoi. O tym każdy z nas dobrze wie. Wydaje się wręcz, że w szkole to właśnie oceny są najważniejsze. Uczniowie uczą się dla ocen, nauczyciele są z oceniania rozliczani przez dyrekcję, rodzice z ocen rozliczają swoje dzieci, tak jakby celem edukacji były oceny. Tymczasem nie są! Celem edukacji jest zdobywanie wiedzy, poznawanie świata, odkrywanie mocnych stron i zdobywanie istotnych kompetencji przez uczniów!

Kładzenie nacisku na oceny powoduje, że naturalna ciekawość ucznia, motywacja do pracy i radość z poznawania świata tracą dla niego na znaczeniu. Ważniejsze staje się to, jaką ocenę dostanie, a nie to, czego się nauczy. Oceny są narzędziem motywowania zewnętrznego, które zabija wewnętrzną motywację. A to właśnie o to, żeby uczeń był wewnętrznie zmotywowany powinno nam przede wszystkim chodzić!

Dodajmy do tego jeszcze fakt, że oceny często bywają niesprawiedliwe (bo w pełni sprawiedliwej oceny nie da się wystawić!) i nieadekwatne do włożonego w pracę wysiłku. Wprowadzają niepotrzebny element rywalizacji i porównywania uczniów między sobą i to też nie jest wcale motywujące dla większości z nich, bo porównywać powinniśmy się z samym sobą, a nie z kimś innym.

2. Brak indywidualizacji

Wyobraźmy sobie 25-osobową klasę pierwszą. Znalazły się w niej dzieci urodzone w tym samym roku. Pomimo tego, że wszystkie mają mniej więcej 7 lat, mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że będą na zupełnie innym etapie rozwoju poznawczego i intelektualnego. Pochodzą z różnych środowisk, mają inne możliwości percepcyjne, umiejętności i motywację do nauki, nie mówiąc już o predyspozycjach, zainteresowaniach czy talentach. Jedne z nich już zapewne całkiem biegle czytają, inne nie znają w ogóle liter.

Program klasy pierwszej zakłada natomiast, że w ciągu najbliższego półrocza będą poznawać litery. I ten program muszą realizować zarówno te dzieci, które już dawno czytają, jak i te, które wcale nie mają gotowości, aby się tego uczyć. Nikt nie zwraca uwagi na to, na jakim etapie jest akurat dany uczeń, bez względu na wszystko musi realizować program. Teoretycznie nauczyciele mają indywidualizować pracę z uczniami, ale prawda jest taka, że właśnie brak indywidualizacji jest jednym z głównych problemów polskiej edukacji.

3. Nudny sposób nauczania

Jeśli chodzi o metody i sposoby pracy z uczniami, nauczyciele mają dużą dowolność. I tu duży ukłon w stronę tych nauczycieli, którzy rzeczywiście wybierają metody aktywizujące, realizację projektów, pracę zespołową, ciekawe zadania i eksperymenty itd. Nauczyciele są jednak różni. Moje zarzuty do polskiej szkoły nie dotyczą nauczycieli, tylko systemu, który oni często ratują. Nie wszyscy jednak. Niestety jest wielu nauczycieli, którym się po prostu nie chce. I system na to pozwala…

Bo bardzo często nauczycieli nikt nie uczy uczyć. Na studiach dostają ogrom wiedzy przedmiotowej, ale naprawdę niewiele mówi się o metodach efektywnego nauczania czy podstawach psychologii rozwojowej. Tak w każdym razie było u mnie. I wiecie, co sprawiło, że zaczęłam lepiej rozumieć ucznia? Dopiero to, że sama zostałam mamą… Często więc praca na lekcjach sprowadza się do wypełniania ćwiczeń, kart pracy i nudnych wykładów. To niestety zabija w uczniach naturalny pęd do zdobywania wiedzy, bo jest dla nich po prostu nudne.

4. Brak przyzwolenia na popełnianie błędów

W szkole ocenia się efekt. Dobrze wykonałeś zadanie – dostajesz dobrą ocenę, popełniłeś pomyłkę, błąd, nie uzyskałeś prawidłowego wyniku – dostajesz złą ocenę. Zapomina się o tym, co głosi stare, mądre porzekadło, że „człowiek uczy się na błędach”. Zauważenie błędu w natychmiastowy sposób stymuluje mózg do wytężonej pracy – przeanalizowania tego błędu, wyciągnięcia wniosków i podjęcia prób naprawy.

Małe dzieci, np. podczas nauki chodzenia, mówienia, czy zdobywania innych podstawowych kompetencji, absolutnie nie zrażają się swoimi błędami! Upadają, wstają i robią kolejne kroki, nawet za bardzo się tym upadkiem nie przejmując, o ile nic ich nie zabolało. To dopiero szkoła wdrukowuje dzieciom przekonanie, że błąd jest czymś niedobrym, godnym ukarania złą oceną. Tym samym pozbawia ich jednej z najlepszych okazji do efektywnego uczenia się.

5. Wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa i podporządkowania

Nauczyciel zawsze ma rację. Dobry uczeń musi być posłuszny, „grzeczny” (cokolwiek to znaczy!?) i zdyscyplinowany. Ma słuchać nauczyciela, wypełniać polecenia i być podporządkowanym. Taka postawa jest premiowana i nagradzana. Niekoniecznie nagradzane jest zadawanie dużej ilości pytań, dyskutowanie, próby wykonywania zadań po swojemu, samodzielne szukanie rozwiązań i kreatywność. Znów – są wśród nauczycieli wyjątki, ale to niestety nadal tylko wyjątki…

6. Hierarchia przedmiotów

Najważniejszy w szkole jest język polski i matematyka. No, jeszcze język angielski, bo wiadomo, że się w życiu przyda. Natomiast reszta przedmiotów jest zdecydowanie mniej istotna, nie mówiąc już o muzyce czy plastyce, które traktowane są zupełnie po macoszemu. Tymczasem co, jeśli mamy do czynienia z geniuszem muzycznym lub drugim Picassem? Wtedy właśnie jakość lekcji muzyki lub plastyki może zaważyć na całym jego życiu…

Zresztą, edukacja artystyczna, tak nisko ceniona w szkole, odgrywa ogromną rolę w rozwoju dzieci. Uwrażliwia, daje możliwość wyrażania siebie, kształtuje cenne umiejętności takie jak kreatywność, umiejętność skupienia uwagi, czy dyscyplina. Sport natomiast, w czasach, kiedy mnóstwo czasu spędzamy przy komputerach, jest wręcz niezbędny do prawidłowego rozwoju i zdrowia. Niestety lekcje w-f-u też często pozostawiają wiele do życzenia…

7. Wąskie rozumienie talentów

Szkoła przyzwyczaiła nas, że można mieć uzdolnienia do nauk ścisłych lub humanistycznych, do języków obcych, plastyczne (choć już ich nie rozwija), muzyczne, ewentualnie do nauk przyrodniczych lub do sportu. Przy czym tradycyjna nauka szkolna wykorzystuje w zasadzie tylko pierwsze trzy. Bo co z tego, że ktoś np. pięknie rysuje lub śpiewa, skoro nie przydaje mu się to na lekcji matematyki czy polskiego, a więc de facto nie wpływa na wyniki w nauce?

Co prawda mówi się już trochę o inteligencjach wielorakich, ale w praktyce nie są one wykorzystywane w nauce szkolnej. Tymczasem nawet inteligencje wielorakie nie wyczerpują różnorodności talentów, którymi zostaliśmy obdarzeni wszyscy, a więc i nasze dzieci. Talentów jako predyspozycji, które przejawiają się na różnych płaszczyznach i obszarach oraz mogą być wykorzystywane i rozwijane w różnych sytuacjach i dziedzinach.

Takimi talentami mogą na przykład: troska o innych, wytrwałość, pewność siebie, niezawodność, odkrywczość, kreatywność, dobra organizacja, otwartość, nastawienie na relacje. Szkoła tych talentów nie odkrywa, nie pielęgnuje i nie rozwija. Tym musimy się zająć my, rodzice. No właśnie…

Problemy polskiej edukacji – co mogą z tym zrobić rodzice

1. Nie przykładać wagi do ocen

To chyba najważniejsze. Oceny naprawdę nie są istotne. I bardzo często nie są żadną informacją zwrotną na temat osiągnięć dziecka, bo na to jaką ktoś dostał ocenę mogło się złożyć wiele czynników. Dlatego jeśli chcemy, żeby dziecko uczyło się dla wiedzy i umiejętności, nie rozliczajmy go z ocen! Zamiast po powrocie ze szkoły pytać dziecko, jaką ocenę dostało, lepiej zapytać, czego się nauczyło, czego ciekawego się dowiedziało lub po prostu jak spędziło dzień, bo czasem właśnie to może się okazać najważniejsze.

Nigdy nie pytam mojej córki, jaką ocenę dostała, choć sama dość często mnie o tym informuje (dowód na to, jak w szkole jest to ważne!). Nie okazuję jednak ani radości z piątki czy szóstki, ani nie ganię, jeśli ocena jest gorsza. Wręcz przeciwnie – staram się jej tłumaczyć, że nie uczy się dla ocen i dużo ważniejsze jest to, co ma w głowie, niż to, co w dzienniku. Myślę, że im będzie starsza, tym lepiej to zrozumie.

2. Rozbudzać w dzieciach ciekawość świata i chęć nauki

Dzieci rodzą się z naturalna ciekawością świata i chęcią poznawania go. Nie zabij w nich tego daru. Wręcz przeciwnie – staraj się go wzmacniać poprzez czytanie mu książek (tu przeczytasz o tym więcej) i zaszczepienie w nim zamiłowania do czytania (jeśli potrzebujesz inspiracji, jak możesz to zrobić, właśnie przygotowuję dla Ciebie bezpłatnego e-booka pt. „Jak zachęcić dziecko do czytania książek”).

A więcej na temat rozbudzania ciekawości świata pisałam w tym wpisie.

3. Odkrywać zainteresowania i talenty

Tak, jak pisałam, istotnym problemem polskiej edukacji jest to, że nie odkrywa dziecięcych talentów. Tymczasem każdy, naprawdę każdy ma talenty, wrodzone predyspozycje, które powodują, że pewne rzeczy przychodzą mu łatwiej, a w inne musi włożyć więcej pracy, aby osiągnąć sukces. Warto inwestować w te mocne strony, skupić się na nich i z nich czerpać. Dlatego uważnie obserwuj dziecko, wzmacniaj jego talenty i rozwijaj mocne strony.

Zwróć uwagę na to, czym interesuje się Twoje dziecko, za czym podąża, co sprawia mu największą radość i satysfakcję. Zastanów się też, co w danej czynności przynosi mu największą przyjemność, bo może okazać się, że wcale nie to, co na pierwszy rzut oka nam się z nią kojarzy. Może znajdziesz jakiś element wspólny między z pozoru różnymi zainteresowaniami dziecka.

Obserwuj, w jakich dziedzinach Twoje dziecko szybciej się uczy i nabywa nowych umiejętności. Zwracaj uwagę też na te nieoczywiste talenty, których nie mierzą szkolne testy. Pozwól dziecku szukać nowych obszarów zainteresowań i rozwijać. Mów dziecku, co zauważasz, przekazuj mu swoje spostrzeżenia na temat jego talentów. Zresztą, dzieci same chętnie o to pytają. Pokaż im, że ich talenty są dla Ciebie ważne i ucz wykorzystywać je na co dzień.

4. Pozwalać na popełnianie błędów

Tak, jak pisałam wyżej, błędy to naturalny i potrzebny etap nauki. Pozwól dziecku je popełniać i wyciągać z nich wnioski. Nie krytykuj dziecka, jeśli popełni błąd, tylko tłumacz, że popełnianie błędów jest w porządku i że ma prawo je popełniać, bo przecież wciąż JESZCZE się uczy, Zapytaj, jak może ten błąd naprawić, co mogłoby mu pomóc. Zachęć do kolejnych prób, jeśli widzisz, że się poddaje.

Mózg najlepiej uczy się, kiedy dostrzeże, że się pomylił. Stawia go to w stan gotowości, pozbawia monotonii i przewidywalności, a aktywuje ciekawość i kreatywność. Jednym słowem – mobilizuje mózg do pracy. Dlatego błędy powinniśmy nie tyle nawet akceptować, co doceniać! Do tego oczywiście potrzebna jest bezpieczna, wspierająca atmosfera, ale to już chyba temat na inny wpis…:)

Rezygnacja z rozliczania z ocen, rozbudzanie ciekawości świata, odkrywanie talentów i pozwolenie na popełnianie błędów to tylko niektóre sposoby na uratowanie edukacji naszych dzieci. Jednym słowem – zacznijmy patrzeć na nią szerzej, nie tylko przez pryzmat szkoły! Dużo mówię na ten temat na moim Instagramie, gdzie serdecznie Cię zapraszam. A Ty powiedz mi w komentarzu lub w wiadomości prywatnej, jaki jest Twój największy problem ze szkołą.