JAK MÓWIĆ, ŻEBY DZIECI NAS SŁUCHAŁY…

To po prostu rodzicielski klasyk. Książka, która pojawiła się w Stanach Zjednoczonych 40 lat temu i od tamtej pory pomogła setkom tysięcy rodziców na całym świecie mądrze komunikować się ze swoimi dziećmi. A dla mnie była bardzo ważna na początku mojego macierzyństwa, dlatego polecam ją każdemu, kto szuka czegoś, od czego warto zacząć budować świadome rodzicielstwo. Jest to książka, która przede wszystkim uczy akceptować uczucia dziecka zamiast je negować.

Zawiera mnóstwo konkretnych ćwiczeń i wskazówek dotyczących tego, jak pomóc dzieciom radzić sobie z uczuciami, jak zachęcać je do współpracy i samodzielności, dlaczego i jak zrezygnować z kar i mądrze chwalić, a także jak nie narzucać im ról i nie przyklejać etykietek. Dużo konkretów i przykładów z życia rodziców zarówno amerykańskich, jak i polskich.

Pełna szacunku do dziecka akceptacja złości, smutku, czy np. zazdrości, pozwolenie dziecku na przeżycie i wyrażenie tych uczuć to fundament, na którym możemy dalej budować – mówić i słuchać, a raczej odwrotnie: najpierw słuchać, a potem mówić. Powiedziałabym, że ta książka to podstawa mojego macierzyństwa. I zarazem ideał, do którego wciąż dążę, uczę się, popełniam błędy, wyciągam wnioski, próbuję, walczę ze sobą, żeby kolejny raz postąpić tak, jak powinnam, jak chciałabym. Z szacunkiem, akceptacją i miłością do dziecka.