W PUŁAPCE SZKOLNYCH OCEN

O tym, jak oceny szkolne wydają się ważne, wiemy dobrze wszyscy – uczniowie, nauczyciele i rodzice. Na co dzień mierzymy się z tym, że właściwie wszystko w szkole kręci się wokół ocen. Tak było za naszych czasów i tak jest nadal. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie szkołę bez ocen? A może jednak…?

Po co wprowadzono oceny?

Kiedy w XIX wieku wymyślono istniejący do dziś system edukacji, od razu wprowadzono do niego oceny. Po co?Po to, żeby mierzyć postępy uczniów w nauce i sprawdzać stopień realizacji podstawy programowej. Czy jednak oceny szkolne rzeczywiście mierzą poziom wiedzy i umiejętności uczniów? Myślę, że każdy z nas mógłby dać co najmniej kilka przykładów ze swojego życia, że nie zawsze tak jest.

Osiągnięcie dobrej oceny może być przecież wynikiem szczęścia, kombinatorstwa, sympatii nauczyciela lub tzw. „jechania na opinii”. Złe oceny natomiast nie muszą wcale świadczyć o nieprzyswojeniu materiału, tylko np. o niewpisaniu się w klucz odpowiedzi. Najbardziej wymownym przykładem niech tu będzie fakt, że Wisława Szymborska nie zdała egzaminu maturalnego z interpretacji własnego wiersza!

Jak widać więc, okazało się, że oceny wcale w wymierny sposób nie odzwierciedlają poziomu zdobytej wiedzy i umiejętności, za to stały się w szkole wartością samą w sobie! Dla wielu osób (zarówno uczniów, jak i rodziców) wysoka ocena staje się ważniejsza niż zrozumienie danego zagadnienia, niż wiedza i umiejętności. Staje się celem samym w sobie…

Negatywne skutki ocen

Przede wszystkim oceny szkolne nie wzmacniają u uczniów motywacji wewnętrznej. Wręcz przeciwnie – są zdecydowanie narzędziem motywacji zewnętrznej. Mało tego! Bardzo często nie motywują wcale do zdobywania wiedzy, ale do uzyskiwania wysokich stopni i dobrych średnich. A gdzie prawdziwy cel nauki? Czy przypadkiem w pogoni za dobrymi ocenami nie gubimy tego, co najważniejsze?

Poza tym, oceny potrafią podcinać skrzydła (jeśli na samym wstępie wpadnie kilka złych stopni) lub przeciwnie – zbyt szybko osadzać na laurach (jeśli otrzymanie dobrej oceny nie wymagało od ucznia wysiłku albo było wynikiem jechania na wyrobionej wcześniej opinii). Jedna i druga sytuacja jest niedobra, ale zwłaszcza ta pierwsza może mieć opłakane, a czasem nawet tragiczne skutki…

Otóż, niskie oceny i przyklejenie łatki słabego ucznia mają ogromny wpływ na obniżenie samooceny u dziecka i naruszenie jego poczucia własnej wartości. Może spowodować utrwalenie się u niego przekonania, że jest do niczego, że nie warto się starać i tak nie uda mu się niczego osiągnąć… Niestety, może to mieć długofalowe skutki i ciągnąć się za nimi właściwie przez całe życie.

Czego nie mierzą oceny szkolne?

 „Nie wszystko, co jest ważne, jest mierzalne, i nie wszystko, co jest mierzalne, jest ważne” (Monty Neill, dyrektor amerykańskiego Narodowego Centrum Sprawiedliwego i Otwartego Oceniania). Oprócz tego, że oceny nie mierzą tak naprawdę postępów w nauce, nie mierzą też wielu innych kompetencji, które będą naszym dzieciom potrzebne w przyszłości i to prawdopodobnie bardziej niż szkolna wiedza.

Nie mierzą na przykład (albo tylko w niewielkim stopniu i na pewno nie obiektywnie!) umiejętności krytycznego i twórczego myślenia, współpracy w grupie, dobrej komunikacji, kreatywności, ciekawości świata, empatii, umiejętności regulowania własnych emocji, przedsiębiorczości i pewnie jeszcze paru innych niezwykle ważnych, życiowych umiejętności, o których więcej mówię w wyróżnionej relacji na moim Instagramie.

Czy w takim razie oceny mają sens?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że szkoła zupełnie bez ocen być może nie jest w ogóle możliwa, a przynajmniej nie od razu. Ale można przecież system oceniania zreformować na tyle, żeby lepiej niż obecnie mierzył efekty nauki, motywował i dawał uczniom informację zwrotną. Zatem kiedy oceny szkolne mają sens?

  1. Kiedy motywują do nauki (ale do rzeczywistej nauki, a nie tylko podwyższenia stopnia! – to zasadnicza różnica!), dostarczając uczniowi konstruktywnej informacji zwrotnej i pokazując, co wymaga poprawy.
  2. Kiedy pokazują, co uczeń osiągnął, opanował i wykonał, a nie tylko wytykają błędy, podkreślając je na czerwono. Znacie metodę zielonego ołówka?
  3. Kiedy pomagają dziecku wyznaczać nowe cele i kierunki pracy, biorąc pod uwagę jego rzeczywiste osiągnięcia, talenty, mocne strony, zainteresowania i marzenia.

Czym można zastąpić oceny?

Są nauczyciele, są całe szkoły i systemy (zobacz np.: budzacasieszkola.edu.pl), które odchodzą od tradycyjnego systemu oceniania. Zastępują go innymi, alternatywnymi sposobami. Np. oceną opisową, znaną nam przynajmniej częściowo z nauczania zintegrowanego. Albo samooceną uczniów, czy tworzonym przez nich portfolio.

Wiadomo jednak, że testy są łatwiejsze do przeprowadzenia dla nauczycieli, a wystawienie stopnia mniej wymagające niż całostronicowe oceny opisowe! Trudno im się zatem dziwić, że wybierają to, co łatwiejsze. Dobrze wiem, jak są obciążeni biurokratycznymi obowiązkami, których ciągle się im dodaje!

Co mogą zrobić rodzice?

Oczywiście systemu nagle nie zmienimy (choć wierzę, że mamy na niego pewien, przynajmniej pośredni wpływ). Możemy jednak zmienić nasze nastawienie. A co za tym idzie, również nastawienie naszych dzieci, bo one często je od nas przejmują. Co zatem robić? Przede wszystkim nie wywierać na dzieciach presji zdobywania dobrych ocen i uzyskiwania wysokich średnich. One tak naprawdę w dalszym życiu nie będą istotne!

Bo kto z nas pamięta, jaką miał ocenę semestralną z, dajmy na to, biologii w klasie szóstej? Założę się, że niewielu z Was! Ja na przykład zupełnie nie pamiętam. Krótko mówiąc – warto traktować oceny jako dodatek, a nie sedno i cel procesu uczenia się!!! Celem jest przygotowanie dzieci do dorosłego życia i ułatwienie im rozwoju osobistego i zawodowego. Nie zapominajmy o tym!

Jestem ciekawa Waszych opinii na ten temat. Dajcie znać, jakie macie doświadczenia z ocenami Waszymi lub Waszych dzieci. A może spotkaliście się już z alternatywnymi sposobami oceniania? Czekam niecierpliwie na Wasze komentarze:)